Smak porażki

4.53 avg. rating (90% score) - 34 votes

Czy porażka może być tematem przewodnim wpisu na blogu? W końcu chwalimy się tym co jest idealne, wychodzi najlepiej i (przynajmniej w oczach osób nie znających szczegółów) zasługuje na miano sukcesu. Tym razem tak nie jest. Nie jest też tak, że od dziś będę pisała o swoich porażkach na blogu. Blogu kulinarnym w dodatku.

Mamy początek roku więc i czas sprzyja do wszelakim podsumowaniom i przemyśleniom.

Podstawowa refleksja dotyczy samego blogowania… wiele razy nad tym się zastanawiałam. Raz mnie martwiło, że nie mam komentarzy… innym razem, że mam :-) .   Ktoś posądzał mnie o ściąganie przepisów, innym razem znajdowałam w sieci kopię swoich… :-(

Ilekroć widziałam toczące się dyskusję dotyczące „blogosfery” zawsze miałam wrażenie, że to nie mój świat… Oczywiście znam wielu ze swoich czytelników (wielu z Was), lubimy się, z częścią można powiedzieć przyjaźnimy (choć to słowo zawsze dla mnie oznaczało coś więcej i było zarezerwowane dla ‘realu’). Tak się szczęśliwie złożyło, że nie zbłądzili do mnie hejterzy a ja realizując swoje pasje tworzyłam.

Proces tworzenia nie zawsze był łatwy… wypieki nie zawsze współpracują, zdarzają się lipne przepisy albo  te super udane trzeba było obronić przed przyśpieszoną konsumpcją, aby przygotować sesję foto. Fotografia też nie była moją mocną stroną… dyskusje z mężem, kombinacje, stylizacje.

I tak pomalutku mijały miesiące, powstawały wpisy, przepisy, przychodziły nowe osoby…

Zdarzało mi się na imprezce u znajomych poznawać nowe osoby, które jak się dowiedziały, że piekę polecały mi fajny blog… No wiesz… babaczka-zuzka… :-) To było szalenie miłe… Tak samo jak komentarze, że ktoś zaczął piec ‘dzięki mnie’ i dzięki mnie uwierzył w siebie. Wierzyłam (chciałam wierzyć), że to co robię jest ważne i potrzebne. I sprawiało mi to frajdę.

Co jakiś czas (głównie za sprawą znajomych) pojawiał się temat zarabiania… Czy to na ciastach, czy to „na blogu”… „No wiesz – takie super wypieki, taka oglądalność, tylu fanów”. Mąż mi zawsze powtarzał – jeśli to ma być hobby to nie myśl o zarabianiu… Ile razy plułam sobie w brodę gdy zgodziłam się piec ciasto, zrobić tort znajomym. Z wczoraj na dziś, po nocy… Lubiłam (i nadal lubię!) spontanicznie obdarować sąsiadów/znajomych/przyjaciół ciastem, pierniczkami czy nawet tortem. Najpierw wymyślać, potem zrobić a potem podarować – ot tak… z sympatii, dla smaku. :-) Bez przymusu, terminu, zadęcia.

Temat zarabiania (na blogu) mnie nie kręcił, ale myśl o ukrytym potencjale była. W końcu tyle osób tu zagląda… Dla przykładu parę liczb: blisko 800 osób subskrybuje powiadomienia o nowych wpisach, codziennie na blogu jest ok. 4000 wejść (w święta bywały dni, że wejść było ponad 20tys. dziennie a i to chyba tylko dlatego, że hosting padał i więcej się ‘nie mieściło’). Unikalnych użytkowników (cokolwiek by nie znaczyli) w miesiącu jest grube kilkadziesiąt tysięcy (w okresach świątecznych rzędu 130tys). Facebook raportuje liczbę 8tys. fanów (kimkolwiek by te osoby nie były – kliknęły ‘lubię to’ w profil fejsbukowy bloga). Nie mając odniesienia trudno ocenić czy te liczby są duże czy małe. Czy to COŚ znaczy czy zupełnie NIC?

I właśnie przechodzimy do sedna moich ostatnich przemyśleń. Bo wszystko wskazuje na to, że nie znaczy to nic… zupełnie nic.
Po prostu jest tu duży ruch… tzw. internetowy ruch… Na ulicach też bywa duży ruch…

Podzielę się z Wami wynikami ‘akcji kalendarzowej’.
Co jakiś czas uda mi się odłożyć trochę grosza… Staramy się wtedy (bo to decyzje wspólne, rodzinne) pamiętać, że nie jesteśmy na tym świecie sami, że zwyczajnie mówiąc – warto pomagać. Pomyślałam (pomyśleliśmy), że możemy zrobić więcej… zamiast zwykłej darowizny  uruchomimy akcję charytatywną. Możliwe, że marketerzy z nas słabi… albo jesteśmy naiwni.  Pomysł prosty jak budowa cepa, a w naszej logice także przejrzysty i łatwy. Wymyślamy jakiś gadżet, coś użytecznego – tu padło na kalendarz (może to był głupi pomysł?) – a czytelnicy wspierają szczytny cel w zamian za nagrodę. Nie potrafię ocenić czy 20zł to było za dużo, czy rzeczywiście wybór kalendarza był aż tak bardzo do bani (nie miał przecież imion, nie było w nim przepisów, był tylko a4 itd.). A może cel akcji – wsparcie Stowarzyszenia RAZEM z którym nawiązałam współpracę nie porywał za serce… Nie wiem… po prostu nie wiem… Może brakło zdjęć chwytających za serce malutkich dzieci zmasakrowanych po wypadku czy podpiętych pod kroplówkę… Może zawiódł marketing… W sumie to chyba nawet nie chcę tego rozstrzygać, bo niczego to nie zmieni. Z pięciuset zamówionych kalendarzy udało się rozprowadzić ok. 80… z czego poprzez bloga 30 (Bardzo, a to bardzo dziękuję tym, którzy się zaangażowali! Dzięki Wam wiem, że nie dla wszystkich pomóc oznacza tylko kliknąć ‚lubię to’ dla uspokojenia własnego sumienia).  Gorzki smak PORAŻKI.  Tym bardziej, że przychód nie przewyższył kosztu druku – więc wniosek nasuwa się sam – nie miało to najmniejszego sensu. Nie pomogło… świata nie zmieniło…

Zmieniło za to mnie. Wiem, że lubię piec. Jak będę miała nastrój będę wstawiać wpisy. To jest mój blog i moje hobby. Nie każdy mój wypiek/przepis musi trafić do Internetu. Dla mnie to ma być przyjemność i frajda. Pomimo tysięcy odwiedzających bloga nie uważam, że jestem dla Was czy Wy jesteście dla mnie. Tych co znam to znam – i to nie zmienia obrazu sytuacji (nie Wy jesteście winni tej sytuacji!). Nie widzę jednak powodu abym za kogoś przeliczała wymiary blaszki czy uzupełniała jego podstawowe braki w czytaniu ze zrozumieniem (przepisów). Na tym mi w ogóle nie zależy.
Ostatnio na FB ktoś zażartował, że jak to, przecież bycie blogerem zobowiązuje…
Hmm… w takim razie ja nie jestem blogerem. Nie czuję się zobowiązana.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Inne i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

30 odpowiedzi na „Smak porażki

  1. avatar ursa pisze:

    Słodka Babeczko,
    jestem u Ciebie dopiero po raz trzeci, a trafiłam przypadkiem z bloga caketime. Jeszcze nic nie upiekłam ale tu zostanę, bo masz doskonałe przepisy. Nie mam FB, ani bloga więc nie mogę się zrewanżować swoją stroną. Doskonale rozumiem twoje „rozgoryczenie”, ale to tylko Cię wzmocni. Ktoś niżej napisał o pozytywach i o nich trzeba myśleć. Nawet jakbyś miała tylko kilku respondentów, to warto mieć coś co się kocha robić. Wirtualne „życie” jakim jest blog, może bardziej zranić niż w realu, lecz taka lekcja jest bezcenna. Ludzie zawsze pozostaną tylko ludzimi i są najczęściej okrutni, gdy ich nie widać. Nie znam się na statystyce liczb, którą podałaś, jeśli chodzi o odwiedzających stronę, liczbę kliknięć „like it” itd, itp. To są tylko cyfry, które dają „nadzieję” nie zawsze prawdziwą (nacisnąć guziczek każdy może).
    Mieszkam za granicą, na końcu świata i całkiem społecznie, czyli za darmo prowadzę od 18 lat bibliotekę dla Polonii. Przez 15 lat otwierałam w każdą niedzielę, od 3 lat tylko dwa razy w miesiącu, z wielką nadzieją przez te wszystkie lata, że Polacy są spragnieni lektury czy filmu (od 10 lat mamy dvds). Maksymalnie co miesiąc mam do 10 czytelników, a wiem, że Polaków w okolicy są tysiące. Właściwie od dawna powinnam się załamać i zostawić to w diabły, ale jakoś nie mogę, bo wiem że caly dorobek biblioteki zmarnieje. Uznałam, że nawet dla tych 10 osób warto to robić. Kiedy oni przychodzą i chcą zagadać o tym co przeczytali lub obejrzeli, albo pytają co bym im poleciła, to wszystko inne nie ma wtedy znaczenia. Jest ogromna satysfakcja, że robię coś dla tej garstki. Czasami myślę, że gdyby była tylko 1 osoba to też warto.
    Tak jak napisałaś blog jest twój i dbaj o tych co są życzliwi, a innym wara od niego, jak nie chcą niech nie zaglądają, bo złośliwie komentować albo podkradać zdjęcia zawsze będą.
    Trzymam kciuki za dalszy ciąg bloga.
    Serdecznie i mocno Cię pozdrawiam, Ula z Kapsztadu.

  2. avatar Loreta pisze:

    Trafiłam na twojego bloga dopiero dzisiaj (to że zostanę to już druga sprawa). Cieszę się, że są tacy ludzie jak Ty! Nie poddawaj się! Mam nadzieje, że każda porażka uczy nas czegoś nowego, co zalęgnie się w naszych głowach do końca życia. Tylko musimy tę wiedzę dobrze spożytkować! Głowa do góry, pozdrawiam Loreta.

  3. Bardzo wartościowy wpis. Publikowanie przepisów ma sprawiać przyjemność. Sama czasami gdy coś gotuję to od razu wiem, że nie zrobię zdjęć potrawom, bo domownicy pomrą z głodu i nie będę miała możliwości opublikowania przepisu. Trudno. W pośpiechu i nerwach nie zawsze jest czas, by myśleć jeszcze o blogu. Pozdrawiam!

  4. avatar JOLEK pisze:

    Droga Asiu
    Pisz dalej, nie przejmuj się smakami jakiekolwiek by nie były – słodkie, słone czy gorzkie… zawsze znajdą się CI mądrzejsi którzy w życiu łyżki nie trzymali w ręce a pozjadali wszystkie rozumy. Ja baaardzo cieszę się że trafiłam na twoją stronę – dziś piekę po raz pierwszy chleb na ziarnku drożdży… opiszę jak wyjdzie – jak nie wyjdzie to też opiszę.
    Zrobiłam już tort z kremem czekoladowym twojego autorstwa PYYYCHAAA! Jak do tej pory byłam (mogę tu nieskromnie powiedzieć ) specjalistką od tortów z bitą śmietaną ale ozdoby które robię własnoręcznie z masy marshmalows z wiadomych powodów roztapiały się po krótkim czasie – nie wspomnę że na śmietanowym torcie nie sposób zrobić tortu w stylu angielskim. Więc liczę na poszerzenie swoich umiejętności o ten (bądź co bądź prześliczny) rodzaj angielskich tortów dzięki twoim przepisom na kremy czekoladowy czy milky way… Pomimo że moje torty są podobno pyyyszne (opinia wielu wielu osób) to zawsze znajdzie się ktoś kto „przypnie jakąś łatkę” a to kolor nie ten, a to kwiatek nie tu czy napis nie tak… zawsze odpowiadam że może przecież zrobić ładniejszy, smaczniejszy i się podzielić swoją umiejętnością… bo jakoś nie widzę chętnych jak trzeba upiec komuś tort np.w pracy.
    Powiem ci Asiu że smutno mi się robi ale nie zrażam się – to dodaje mi skrzydeł – szukam wtedy innych przepisów (tak właśnie tu trafiłam), ozdób czy kolorów i zaskakuję następnym razem czymś nowym bo to jest moja pasja (w prawdzie odkryta niedawno) ale tak czuję. W każdy mój tort „wkładam serce” – mój mąż mówi że „tańczę”nad nim podczas ozdabiania. TAK bo chcę aby zachwycał i smakiem i wyglądem aby sprawił solenizantowi czy jubilatowi przyjemność.
    Więc Asiu – głowa do góry i „róbmy swoje”

    POZDRAWIAM GORĄCO
    Jolek

  5. avatar Iwona Chlebowska pisze:

    Witam
    Wczoraj otrzymałam pięknie wydany kalendarz , bardzo dziękuję.
    Mam nadzieję, że akcja trochę ruszyła i sprzedaż się powiększyła.
    pozdrawiam cieplutko iwona

  6. avatar Alicja pisze:

    Kochana Asiu,
    Bardzo smutne to co piszesz. Ja lubię zagladac na Twoją stronę i mam nadzieje, ze sie nie poddasz:)
    Co do akcji to niestety tak to jest z naszym społeczeństwem. Nie zgadzam sie z wpisem, ze ludzie w Polsce nie maja pieniędzy. Z doświadczenia wiem, ze Ci do maja najmniej najwiecej dają. Od bogatych natomiast trudno wydobyć złotówkę, no chyba ze będą coś z tego miec albo będą chcieli pokazać sie przed innymi bogatymi znajomymi. Kiedys tez zorganizowałam imprezę urodzinową i zamiast prezentów zbierałam na wakacje dla 2 biednych dziewczynek. Żebym nikogo nie krępować zrobiłam skrzyneczkę na pieniądze. Okazało sie ze średnio na osobę wyszło 20 zł. Jestem ciekawa czy jesli ludzie mieliby przynieść prezenty tez by tyle przeznaczyli:)
    Asiu ważne ze coś próbowałaś, a nie tak jak większość tylko patrzysz na problemy ludzi. Myśle, a nawet wiem, ze dobre uczynki są jak powracającą fala….
    Jesteś Wielka!

    • avatar Asiek pisze:

      Alu, zgadzam się z tym co piszesz :) Ci co mają mało, nie widzą problemu w pomaganiu i dzieleniu się z innymi. Ale wydrzeć choćby złotówkę od tych, którym „jest dobrze” to już wielka sztuka. Ale wiesz, ja nie żałuję i się nie poddam, bo każde doświadczenie czegoś uczy:)
      Pozdrawiam Cię!!

  7. avatar wiesia pisze:

    Pani Asiu jesli wolno mi tak sie zwrócić doskonale rozumiem co Pani czuje, ale ja tez sie do tego przyczyniłam- odkładałam zakup kalendarza a pozniej wyleciało mi z głowy, zycie ciągły pęd, problemy dnia codziennego w każdym razie bardzo zle się z tym czuję, chciałabym choc w częsci sie zrehabilitować i kupic kalendarz ,ale mam problem klikam na kalendarz i wyskakuje mi błąd .Proszę o pomoc.Pozdrawiam serdecznie, dziękuję za rewelacyne przepisy z ktorych korzystam często.

    • avatar Asiek pisze:

      O jej, nie mam pojęcia dlaczego wyskakuje błąd :( U mnie wszystko działa bez problemu. Jeśłi masz ochotę przyłączyć się do akcji i kupić kalendarz, to będzie mi niezmiernie miło!
      Tu są wszystkie dane potrzebne do tego:

      „Wpłać 20zł na konto Stowarzyszenia RAZEM… (większe wpłaty zawsze mile widziane)
      Dolnośląskie Stowarzyszenie na Rzecz Osób z Zespołem Downa “Razem”
      53-421 Wrocław, ul. Grochowa 38
      Konto: PKO BP II O/Wrocław 42 1020 5226 0000 6202 0162 6399
      (przy przelewie z zagranicy potrzeby kod SWIFT(BIC): BPKOPLPW)

      Możliwa jest wpłata za pośrednictwem PayPal – użyj przycisku lub napisz do mnie (odbywa się poprzez moje prywatne konto):

      Powiększ wpłatę o 5zł jeśli kalendarz ma być wysłany pocztą na terenie Polski. Wysyłka zagraniczna to koszt 15,30 za list polecony.

      W tytule przelewu napisz „słodki kalendarz”
      a mi na adres kalendarz2014(at)zuzka.pl wyślij dane do przesyłki oraz informację od kogo wpłynęła wpłata.
      Informacje o wpłatach otrzymuję od Stowarzyszenia co dzień wieczorem – więc wysyłka możliwa jest najszybciej dopiero następnego dnia

      We Wrocławiu możliwy jest odbiór osobisty.”

      Pozdrawiam bardzo serdecznie i dziękuję za komentarz :)

  8. avatar bena pisze:

    Ja dzisiaj wysłałam zamówienie na ten Twój cudowny kalendarz !!!!!!! Twoje przepisy są super, a rady jakie nam dajesz są wyjątkowe, bardzo przydatne. Już drugi rok jak piekę piernik staropolski na święta, moi domownicy nie mogą się doczekać już następnych świąt. POZDRAWIAM

  9. Asiu, po prostu mnie zatkało:(
    Bardzo mi przykro z powodu Akcji, bo była szczytna i prawdziwa, a nie naciągana jakich wiele…
    W 90% zgadzam się z Twoim wpisem, niestety tak jest jak piszesz, nic dodać nic ująć.
    Bloga pisz dalej dla Siebie :) Ja chętnie zaglądnę :)
    Pozdrawiam !

  10. avatar Ania pisze:

    Poczułam się współwinna, bo też kilka razy korzystałam już z przepisów z Twojego bloga (w sumie to pewnie kilkanaście, bo po niektóre przepisy sięgałam kilka razy) i gdybym tylko miała więcej czasu, to zaglądałabym tu chętnie znacznie, znacznie częściej.
    No i niestety też przegapiłam akcję :(
    Nie chcę się usprawiedliwiać, że to dlatego, że nie dostałam maila z informacją czy nie miałam czasu.
    To prawda, że skoro korzystamy tu za darmo z Twojej pracy, a często jeszcze zadajemy mnóstwo dodatkowych pytań, na które bezinteresownie nam odpowiadasz, to my również powinniśmy wykazać trochę więcej zaangażowania.
    Wstyd mi :( To dało mi do myślenia jak mechanicznie i bezmyślnie działam codziennie – jak maszynka – byle szybciej, byle o czymś nie zapomnieć… I koniec końców wychodzi na to, że lepiej traktuję tych, którzy ode mnie wymagają niż tych, którzy dają mi coś bezinteresownie :(
    Dodatkowo jeszcze cel szczytny…
    Przepraszam.
    Jeśli to tylko jeszcze możliwe, chętnie kupię kalendarz (zaraz się wczytam jak to zrobić, bo najpierw chciałam odpisać).
    I nie bądź już smutna, proszę. To co robisz jest piękne, zazdrościmy Ci talentu i podziwiamy Cię z każdym nowym wpisem coraz bardziej!
    Nie chcieliśmy Cię zawieść. Daj nam jeszcze szansę, bo na pewno jest wiele osób, którym jest teraz bardzo głupio jak sobie to przemyślały co napisałaś.
    I nie zniechęcaj się przez nas.To nie jest żadna Twoja porażka. Jeśli już to nasza – czytelników, a w zasadzie możnaby powiedzieć „użytkowników” Twojego bloga. Ty działałaś w jak najlepszej wierze.
    Myślę, że trzeba wspólnie wziąć się w garść i wspólnie wyciągnąć wnioski co zrobić żeby podobna sytuacja się nie powtórzyła. To przecież nikogo z nas wiele nie kosztuje…

  11. avatar MichalinaMB pisze:

    zwabiona informacją na FB weszłam. i przeczytałam. raz, ze zrozumieniem 😉 w sumie to nie planowałam komentarza ale te pełne „bólu i współczucia” wpisy poniżej zmobilizowały mnie do wyrażenia własnego zdania.
    może zacznę od pozytywów, których widzę w poście Babeczki dość sporo:
    – znajomości i przyjaźnie zawiązane dzięki blogowi
    – radość tworzenia i realizacji marzeń
    – rozwój talentu kulinarnego
    – rozpoznawalność i przychylność odwiedzających blog
    a także to co da się dość łatwo zauważyć na stronie:
    – zaangażowanie
    – talent fotograficzny
    – rodzinna współpraca
    – przygody z Autorytetami świata kulinarnego.
    Myślę, że to wszystko przemawia ZA tym aby podsumować rok z przewagą pozytywów :)
    SMAK PORAŻKI zaznał zapewne każdy z nas i to obojętnie co by się kryło za tym słowem na P. Ktoś może uznać to za potknięcie, zawód, niepowodzenie ale myślę, że wszystko to boli podobnie i zapewne zniechęca do dalszego działania i angażowania się w akcje społeczne bo przedsięwzięcie kalendarzowe zapewne do takowych się zalicza. Wiem sama po sobie, bo kiedyś jako firma postanowiłam się w coś takiego „pobawić”. Też pomoc potrzebującym, też fundacja i też kalendarz. I pomimo sporego rozgłosu w „branży” kalendarzy wylicytowanych zostało 5 szt. Resztę wysłaliśmy jako prezenty świąteczne. Też zastanawiałam się w czym leży problem, niesmak pozostał do dziś ale mimo wszystko cieszyłam się, że choć paroma przysłowiowymi groszami pomogłam temu, kto tej pomocy potrzebował. Nadal wspieram fundacje, wrzucam do puszki WOŚP, nie rozumiem nagonki na wolontariuszy kierujących swoją prośbę o symboliczną złotówkę ale nie wgłębiam się w to bo nie zakrzyczę tysięcy plujących jadem. Uważam, że pomimo wszystko należy robić swoje i pozostać w porządku ze swoim własnym sumieniem.
    W Nowym Roku życzę Ci Babeczko dalszego spełniania się w tym co robisz bo wg mnie robisz to świetnie. Czerp jak najwięcej przyjemności z pieczenia i rób to przede wszystkim dla siebie. Jestem pewna, że znajdzie się jeszcze wiele osób wokół Ciebie, które docenią Twoje zaangażowanie :)
    Pozdrawiam Cię serdecznie!

  12. avatar lucja pisze:

    Kochana Pani Asiu ,smutne to co Pani pisze ale prosze zejsc na ziemie. Polskie spoleczenstwo jest bardzo biedne i dla nie ktorych 20 zl to bardzo duzo.Prosze zobaczyc na blog „moje wypieki” Pani Dorota odrobila bardzo dobrze lekcje z marketingu tak ze studenci na zarzadzaniu mogli by sie od niej uczyc. Chociaz ja osobiscie nie przepadam za jej blogiem.Wole Pani blog i jeszcze „white plate”.Chociaz to one dwie wydaly ksiazki.Moze od zlej strony wziela sie Pani za te pomoc,nie za bardzo do konca dobrze przemyslane to bylo.Ja nie dostalam zadnego powiadomienia o akcji.Zastanawialam sie co sie dzieje ,ze nie ma e-maila od „zuzki”.Pani Asiu ,Pani zamieszcza przepisy ktore WYCHODZA! a to nie zdarza sie na kazdym blogu! Kiedys pomyslalam ,ze wlasnie Pani moglaby prowadzic warsztaty kulinarne bo krok po kroku objasnia Pani co nalezy zrobic.Owsiak bardzo dobrze zabral sie za pomaganie innym ,wiedzial jak przyciagnac do siebie ludzi.Prosze przeanalizowac na zimno porazke bez zlych emocji.Ja bym kupila taki kalendarz gdyby byly tam zamieszczone PANI przepisy ze zdjeciami i w 3 jezykach,bylby to fajny prezent pod choinke.Mam nadzieje , ze nadal bedzie Pani prowadzic bloga.Przepraszam za brak polskich znakow ale nie mieszkam w polsce. Wszystkiego DOBREGO. Lucja

  13. avatar Jolka pisze:

    Nie tak smutno! Pierwsza akcja rzadko jest pełnym sukcesem. Nie załamuj się, tylko przeanalizuj: jak na rozprowadzenie kalendarzy, termin grudniowy zbyt późny (w sklepach sa już od września). Za mało informacji – np ja nie dostałam żadnego powiadomienia, mimo że czytam Twojego bloga. I pisz dalej, bo czekamy na dalsze wpisy (my, czytelnicy…). Pozdrawiam.
    PS. Oczywiscie, chętnie kupię od Ciebie kalendarz – przecież dopiero jest styczeń! Pozdrawiam serdecznie, Jolka

  14. avatar anna s pisze:

    Asiu, nie zaczynaj Nowego Roku smutna i zniechęcona. Piszesz-porażka,ale to tylko niepowodzenie,nie gaś w sobie radości pomagania . Tym razem się nie udało ale przecież jak sama pisałaś ,przepisu na krem do dekoracji tortów szukałaś też bardzo długo,a falbanki na przepięknym torcie dla Mamy też za pierwszym razem się nie udały.Wierzę, że się nie poddasz i wymyślisz jeszcze niejeden przepis na pomoc innym.A tymczasem uśmiechnij się! Jutro będzie lepiej! A ja wysyłam przelew i zachęcę moich bliskich i przyjaciół do wsparcia Twojej akcji. Pozdrawiam serdecznie!

  15. avatar Ola M. pisze:

    To strasznie przykre że coś tak praktycznego (chyba każdy kupuje kalendarz) i w niewygórowanej cenie (20 zł za kalendarz z ładnymi zdjęciami to normalna cena) a co najważniejsze mające wesprzeć stowarzyszenie, które pomaga chorym osobom, sprzedało się tak słabo. Przecież kupno tego kalendarza nawet nie wymagało wyjścia z domu… Nie rozumiem tego. Popytam znajomych może znajdzie się jeszcze ktoś kto kupi to Pani cudo. Moje już zdobi ścianę. Dziękuję że chciało się Pani chcieć :)
    Serdecznie pozdrawiam

    p.s. Pan listonosz właśnie przyniósł nagrody za konkurs Bożonarodzeniowy. Cudowne. Dziękujemy :)

  16. avatar Paweł pisze:

    Wśród serdecznych przyjaciół psy zająca zjadły…

    Policzmy – 8000 fanów, 30 przystąpiło…. raptem 0,375%… (jeśli policzyć 70 to wychodzi 0,875%)
    Szału nie ma… dupy nie urywa…

  17. avatar Asia pisze:

    …Nie wiem od czego zacząć… Ten wpis jest tak przykry i smutny, że zabrakło mi słów – z jednej strony dlatego, że nic nie wiedziałam o akcji, bo niestety z braku czasu moje wejścia na bloga ograniczały się do korzystania z przepisów, z drugiej mam wrażenie, że jakaś cząstka ciepłej osoby, która z taką pasją pisała dla nas, osób odwiedzających, przygasła… Jednak w tym wszystkim chciałabym podziękować za cierpliwość, za to ciepło, bajeczne wypieki, które zawsze wyczerpująco i zachęcająco opisane mogłam „kopiować” :) Porażka boli zwłaszcza taka, ale zawsze czegoś nas uczy, lecz nie można się poddawać, bo niestety świata nie zmienimy (jak widać), ale próbowałaś i to się liczy. Najważniejsze jest to, że jeszcze są tacy ludzie jak Ty, którzy mają wielkie serce i pasje do tworzenia. I niezwykły talent (ale to tak przy okazji :) ). Z wyrazami pełnego podziwu, imienniczka :)

  18. avatar zauberi pisze:

    przykre ale prawdziwe, niestety internet rządzi się swoimi prawami i często deklaracje sympatii, ochy i achy za chwilę zamieniają się w krytykę, życzę wytrwałości do robisz kawał dobrej roboty i nie raz korzystałam z Twoich przepisów. Pozdrawiam

  19. avatar Margarytka pisze:

    Asiu… zatkało mnie normalnie, trzy razy przeczytałam… 80 sztuk? No nie, wszystko mi opadło, a ja byłam przekonana, że rozejdą się jak ciepłe bułki. Strasznie mi przykro, aż się poryczałam.
    I przykre jest to, że korzystać z pracy innych chcą wszyscy, ale dać coś od siebie niewielu. Strasznie to smutne, bo 20 zł to nie jest majątek (to jedno ciasto, którego po prostu można nie upiec). I w takich sytuacjach człowiek się zastanawia czym jest to 100 tys UU miesięcznie… Podziwiam Cię, że w ogóle miałaś odwagę na to, aby taką akcję zorganizować, zainwestować w to nie tylko środki, ale i czas.
    I bardzo żałuję, że tak niewiele osób poczuwa się do takiego zwykłego dziękuję, bo dla mnie zakup kalendarza (a nawet dwóch, bo jeden ja, drugi Darek) to i pomoc dla fundacji i „dziękuję” dla Ciebie za kawał dobrej roboty, z której ja mogę korzystać.

  20. avatar Dorota pisze:

    Jakie to jest prawdziwe! Jak bardzo się z Tobą zgadzam! Nawet nie umiem tego wyrazić! Pomysł akcji był bardzo dobry, ale my nie żyjemy w społeczeństwie, które niezwykle łatwo zmanipulować za pomocą sprytnej akcji marketingowej. Ludzie wrzucając pieniądze do puszki Owsiaka nie zastanawiają się, czy ich złotówka pójdzie na sprzęt dla szpitali, czy zostanie wystrzelona za rok jako światełko do nieba. Ale są koncerty, jest festyn, jest zabawa i wszyscy chętnie płacą. Natomiast takie małe, skromne akcje, które nie dają nic efektownego w zamian zostają niezauważane pomimo pierdyliona kliknięć „Lubię to” na fejsie…. To jest straszne.

  21. avatar Anna pisze:

    Gratuluję wszystkiego co wydarzyło się w Twoim życiu i na blogu.
    Jestem tu od niedawna, ale bardzo lubię tu zaglądać i podpatrywać Twoje dzieła.
    Pozdrawiam i czekam z niecierpliwością na nowości.

Odpowiedz na „Ola M.Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *